Jego śladami. Co by zrobił Jezus?„Co by zrobił Jezus?”. Jak wyglądałby świat, gdyby to pytanie zadawali sobie biznesmeni, politycy, dziennikarze, zwykli ludzie? Jednym z głównych problemów współczesnego świata jest niewyobrażalna chciwość i egoizm. Gdyby ludzie naśladowali Jezusa, który sprzeciwiał się takim postawom, gdyby podążali za Nim bez względu na koszty i konsekwencje, świat z pewnością zmieniłby się nie do poznania.

Wielu ludzi nazywa samych siebie chrześcijanami. Przyznają się więc do Chrystusa, ale czy to znaczy, że kiedyś w dniu sądu, Chrystus przyzna się do nich? On bowiem powiedział: „Nie każdy, kto mówi do mnie: «PANIE! PANIE!», wejdzie do Królestwa Niebios” (Mt 7,21 NPD).

W obliczu Najwyższego to, co sami o sobie mówimy, nie ma najmniejszego znaczenia, jeśli nie ma to pokrycia w naszej osobistej, żywej relacji z Chrystusem. Bóg bowiem nie oczekuje czczej gadaniny, ale zintegrowanej postawy życiowej w odpowiedzi na wezwanie Jezusa. Trudno ją sobie wyobrazić inaczej niż jako głęboką osobistą przemianę prowadzącą do porzucenia grzechu i rozpoczęcia nowego, przemienionego życia.

***

Książka Jego śladami to międzynarodowy bestseller, który rozszedł się na świecie już w ponad 50 milionach egzemplarzy. Przedstawia historię pewnej parafii w amerykańskim miasteczku, której pastor zachęca parafian do zadawania sobie pytania „Co by zrobił Jezus?” przed podjęciem każdej życiowej decyzji. To poszukiwanie Bożej woli w codziennym życiu prowadzi do wielu niespodziewanych konsekwencji.

Autor: Charles M. Sheldon
Wydawca: Oficyna Wydawnicza VOCATIO

Patronat medialny: Radio Chrześcijanin

Tytuł: Jego śladami. Co by zrobił Jezus?

Fragment

Po otrzymaniu od Ducha Bożego odpowiedzi na pytanie o to, jak mamy postąpić, będziemy Mu posłuszni, bez względu na to, jakie będzie to miało konsekwencje dla nas samych. Czy zgadzacie się ze mną? Wszystkie twarze zwróciły się w jego stronę w milczącej zgodzie. Wszyscy rozumieli, co miał na myśli. Twarz Maxwella drgnęła nieznacznie, kiedy zobaczył prezesa stowarzyszenia chrześcijańskiego siedzącego z tyłu sali za grupą starszych mężczyzn i kobiet.

Wszyscy zostali nieco dłużej, omawiając szczegóły i stawiając pytania. W końcu ustalili, że będą spotykać się raz w tygodniu, aby zdać sprawę z tego, w jaki sposób naśladują Chrystusa. Henryk Maxwell pomodlił się znowu. Obecność Boża znów była odczuwalna. Wszyscy pochylili głowy. Rozeszli się w milczeniu, bo jakieś dziwne uczucie odjęło im mowę. Maxwell uściskał dłoń każdego z osobna. Jeszcze pół godziny modlił się sam w swoim gabinecie. Potem poszedł do pokoju, w którym spoczywało ciało zmarłego. Patrząc w jego twarz, wołał w sercu raz jeszcze o siłę i rozum. Ale nawet teraz nie uświadamiał sobie, do jakich niezwykłych wydarzeń miało doprowadzić wyzwanie, jakie właśnie podjęli.