Żyli wiecznie i szczęśliwieMałżeństwo jest czymś wspaniałym, ale nie wiecznym! Trwa jedynie „dopóki śmierć nas nie rozłączy.” A potem wieczna nagroda bądź pożałowania godny stan, w zależności od tego, jak życie swe prowadziliśmy. Nie możemy pozwolić, by prozaiczne sprawy niszczyły nasze małżeństwa, ani też na to, by samo małżeństwo odciągało nas od rzeczy ważniejszych, wzniosłych. Zazdrosny Bóg oczekuje byśmy to Jego traktowali priorytetowo. Dzięki temu nasze życie nabierze sensu i wszystko znajdzie się wtedy na właściwym miejscu!

Miłość, radość i intymność zostały stworzone po to, by ich doświadczać i się nimi cieszyć. Można więc darzyć rodzinę głębokim uczuciem nie zapominając o niebie. Wszystko sprowadza się do tego, na czym nam tak naprawdę zależy. Jezus miał rację mówiąc, że zabieramy się za życie od niewłaściwej strony. By nasze małżeństwo było udane istotna jest świadomość spraw najważniejszych.

O autorach
Francis Chan, ur. w 1967 r. amerykański pastor, kaznodzieja i mówca protestancki. Autor, obok innych książek, „Szalonej miłości” -bestselera New York Times’a.
Prowadzi działalność misyjną, charytatywną i edukacyjną głównie w Kalifornii, gdzie mieszka z żoną Lisa i kilkorgiem dzieci, jak również w całym kraju i poza jego granicami.
Lisa Chan, angażuje się w różne przedsięwzięcia swego męża oraz prowadzi własny program edukacyjny dla kobiet.

Tytuł książki: Żyli wiecznie i szczęśliwie

Autor: Francis Chan i Lisa Chan
Wydawca: Wydawnictwo CLC

Do kupienia np. TUTAJ.

ISBN: 9788364837050
liczba stron: 152
format: 15×21
oprawa: miękka
rok wydania: 2015
wydanie: 1

Fragment wstępu

Istnieje wiele książek o małżeństwie, które uczą, jak się do siebie nawzajem odnosić i być szczęśliwymi ludźmi. Ta książka do nich nie należy, choć nie zaprzeczam wartości tych pozostałych pozycji – w istocie, przez lata uczyliśmy się z nich pewnych zasad, które okazały się bardzo pomocne. Kłopot z tymi książkami polega na tym, że mogą skłaniać do myślenia, iż posiadanie szczęśliwej rodziny jest celem chrześcijaństwa. Mogą one sprawiać wrażenie, że sprawy podstawowe, takie jak chwała Boża i Jego misja są czymś drugorzędnym. Mogą one zachęcać do tego, byście zadowolili się doczesnym szczęściem zamiast poszukiwać wiecznego szczęścia.

Mówiąc wprost – książki te nie biorą pod uwagę faktu, że można być szczęśliwym w małżeństwie tutaj na ziemi, a następnie nieszczęśliwym całą wieczność. Natomiast ta książka mówi o wzajemnej miłości na zawsze.

(…)

Ostatnio przeczytałem artykuł o najgrubszych ludziach na ziemi, ważących ponad pół tony, którzy zajadają się na śmierć. W pewnym momencie stracili oni możliwość chodzenia. Na koniec byli przykuci do łóżka – zależni od innych, którzy ich karmili – nie będąc w stanie nawet samodzielnie jeść.

Przypomina mi to wielu ludzi, których spotykam w kościele. Każdego tygodnia karmi się ich coraz większą ilością wiedzy. Uczęszczają na nabożeństwa, uczestniczą w małych grupach biblijnych, czytają chrześcijańskie książki, słuchają podcastów – i wciąż są przekonani, że trzeba im więcej wiedzy. Prawda zaś jest taka, że ich największą potrzebą jest zrobienie czegoś. Nie potrzebują sycić się kolejną teorią w zakresie teologii. Potrzeba im ruchu. Powinni spalić to, co zjedli do tej pory. Niektórzy tak się przyzwyczaili do pochłaniania Słowa bez stosowania go, że można się zastanawiać, czy w ogóle są w stanie to zrobić. Oni właśnie są duchowo przykuci do łóżka, pogodzeni z wizją spędzenia reszty życia na studiowaniu Słowa, nigdy nie czyniąc nikogo uczniem Chrystusa ani w żaden konkretny sposób nie dbając o innych. Ich właśnie Jakub ma na myśli, kiedy pyta:

Jaki z tego pożytek, moi bracia, jeśli ktoś mówiłby, że wierzy, a nie spełniałby uczynków? Czy sama wiara może go zbawić? (Jk 2:14)

Czasami ludzi paraliżuje obawa przed porażką. Tak bardzo boją się, że mogą popełnić błąd, iż nic nie robią. Musimy nauczyć się popełniać błędy w działaniu, ponieważ mamy skłonność do automatycznego zaniechania działania.